sobota, 13 lutego 2016

00. Prologue

26.03.1946r.

Zamach.
     Uderzenie.
     Zimna stal styka się z mokrą od krwi skórą. Głowa bezwładnie odskakuje na drugą stronę. Otwieram oczy. Patrzę przed siebie czekając, aż to wszystko się skończy, o ile w ogóle tak się stanie. Mężczyzna obok porusza ustami. Nie słyszę jego słów. W mych uszach huczy krew. Mrugam i kieruje spojrzenie na kata. Biorę głębszy oddech. Nie mogę oderwać oczu od jego twarzy. Ponownie porusza ustami. Tym razem pojedyncze słowa zaczynają do mnie docierać.
     Kolejny raz czuje ból. W ustach zbiera się krew, która zaczyna powoli ściekać z ich kącika.
     — Twoje imię.
     Jego słowa w końcu docierają do mnie w pełni, jestem jednak zajęta czymś innym. Te oczy. Martwe oczy, w odcieniu niebieskiego srebra wpatrują się we mnie czekając na odpowiedź. Mężczyzna, który cały czas wydawał polecenia nie wytrzymuje. Wstaje i patrzy z góry, nie podnoszę głowy, cały czas wpatrując się w te piękne oczy. Znam je. Wydaje mi się? Po policzkach zaczynają cieknąć łzy. Nie chcę płakać, dlaczego płaczę? Nie mogę tego kontrolować.
     Strach?
     Radość?
     Obawa?
     Dlaczego płaczę?
     Mężczyzna stojący nade mną zaczyna się śmiać, nie wiedzieć czemu łzy nie przestają sunąć po mokrej skórze. Czego oni chcą? Co zrobiłam?
     — Żołnierzu... doprowadź ją do porządku.
     Mężczyzna wychodzi powierzając mnie temu, który wykonywał ciosy. Cała twarz boli. Całe ciało i umysł, jednak nie dlatego płaczę. Coś jest nie tak. Dopiero teraz dochodzę do wniosku, że nie znam odpowiedzi na zadawane pytanie.
     Mrugam kilkakrotnie i rozglądam się po pomieszczeniu nadal trzymając krew w utach. Ciało drży a z oczu leci coraz więcej łez. Ciemnowłosy patrzy na mnie zimnym spojrzeniem. Wypluwa krew i ocieram twarz wierzchem dłoni. Na policzku natrafiam na rozciętą skórę.
     Nieznajomy- znajomy pomaga mi wstać i prowadzi do ciemnego pomieszczenia, czuję kafelki pod bosymi stopami. Rozglądam się w nadziei, że coś zobaczę. Powinnam być przerażona a nie jestem. Mężczyzna nie pytając o nic ściąga mi ubranie. Nie mam sił się bronić, rozluźniam mięśnie pozwalając mu na to. Zakrwawione okrycie upada na podłogę obnażając nagie ciało. Delikatną, jasną skórę pokrywają okropne blizny, przechodzą przez całe plecy. Dlaczego tu przyszłam? Może coś znalazłam. Musiałam mieć jakiś powód.
     Drżę. Zimna dłoń dotyka pleców, to przyjemne uczucie. Biorę głęboki oddech zamykając oczy. Chcę spać. Jestem zmęczona. W głowie pojawiała się dziwna ciemność. Ukłucie, gdzieś w okolicach zgięcia ręki. Głowa odchyla się do tyłu opierając się na czymś zimnym. Zanim świadomość jeszcze mnie nie opuszcza czuje ciepły oddech przy uchu.
     — To ty.
     Szept mężczyzny jest ostatnią rzeczą, jaką słyszę.


     Jest już prolog, nie było trudno go napisać, wręcz przeciwnie. Łatwość tego zadania nieco mnie dziwi i niepokoi, ale nie jestem od tego, aby oceniać. Wy od tego jesteście. Z niecierpliwością czekam na opinie.

Obserwatorzy